Podziw dla sprzeciwu Życie Warszawy, 14 kwietnia 2010, Marcin Flint Z Andaluzji, najgorętszego regionu Półwyspu Iberyjskiego, przyjeżdża do nas gitarowe Danza Invisible. Wystąpi w czwartek w Hybrydach w ramach cyklu „Rockodrom”. Ta firmowana przez Instytut Cervantesa seria koncertów zdążyła już wyrobić sobie markę. Na Złotej zobaczyliśmy Alamedadosoulnę, Enrique Bunbury’ego czy Amaral. Łatwo się zatem domyślić, że zaproszony tym razem zespół nie jest nowinką dla fanów indie. (...) Koncerty dla poparzonej Oksany z Ukrainy Gazeta Wyborcza - Stołeczna, 14 stycznia 2009 W pięć kolejnych tygodni w pięciu klubach odbędą się studenckie imprezy, z których część dochodu z biletów zostanie przeznaczona na pomoc 20-letniej Oksanie. Jest ciężko poparzona po tym, gdy w listopadzie zapalił się gaz z butli w jej mieszkaniu na Pradze. (...) Kolejna w następny czwartek w Hybrydach przy Złotej 7/9. Marienburg – transowy posmak wielkiego miasta Życie Warszawy, 12 grudnia 2008, Wojciech Lada Dziś w Hybrydach materiał z nowego albumu przedstawi Janusz Zdunek ze swoim projektem Marienburg. O Zdunku mówi się zazwyczaj w kontekście Kultu. Brzmienie jego trąbki od lat odmładza schematyczne nagrania zespołu Kazika. Jednak Zdunek to głównie błyskotliwy jazzman, którego solowe płyty należą do najciekawszych na scenie postyassowej. Jest muzykiem „miejskim” – w jego nagraniach tradycja freejazzowych improwizacji często zderzała się z ulicznym folklorem, nie rzadziej krąży wokół formuły przyśpiewki. Jak oryginalny daje to efekt, można się przekonać, słuchając albumów Trio Syfon, 4 Syfon i 5 Syfon. Marienburg – istniejący od czterech lat projekt Zdunka – to jednak zespół nieco inny. Mniej tu jazzowego polotu, więcej niemal rockowej dosadności. Proste, monotonne rytmy i przeważnie ograniczone do trzech instrumentów brzmienie w pierwszej chwili mogą sprawiać wrażenie artystycznego kroku wstecz. Przy dłuższym kontakcie ta muzyka zyskuje. To, co wydawało się monotonne, okazuje się transowe, a ascetyczność brzmienia pozwala Zdunkowi zbudować frapujący klimat i pokazać instrumentalny kunszt. Kto nie wierzy, może sięgnąć po nowy album Marienburg „Miasto nic”. Albo wybrać się na dzisiejszy koncert. Czarny głos z Ameryki Życie Warszawy, 27 listopada 2008, Adam Ciesielski Warsaw Blues Night, imprezę działającą od pięciu lat, uświetni w tym tygodniu ceniona amerykańska wokalistka Wanda Johnson. Ta czarnoskóra artystka o potężnym głosie uznawana jest w USA za odkrycie. Podczas 36. już spotkania cyklu poświęconego bluesowi sięgającemu do swych korzeni, tak lubianego przez fanów z całego kraju, Wanda Johnson zaśpiewa z zespołem Shrimp City Slim Blues Band. A wystąpi on pod kierownictwem pianisty, kompozytora i producenta Gary’ego Erwina. Koncert amerykańskich gości poprzedzi występ Blues Doctors z Ostrowa Wielkopolskiego. To działający od 2004 roku pod okiem Oskara Kunickiego jeden z najciekawszych polskich zespołów młodej generacji. Łączy elementy bluesa, funku i soulu. W 2007 roku wydał debiutancki album „Tak całymi dniami”. Jazz na osiem strun Życie Warszawy, 20 listopada 2008, Marcin Flint Najbliższe dni warszawskim fanom jazzu upłyną pod znakiem gitary. Do 27 października potrwa bowiem XI edycja międzynarodowego festiwalu Guitar City. W kilku umieszczonych w różnych dzielnicach klubach odbędą się zarówno występy wirtuozów gry na ośmiu strunach, jak i warsztaty, na których każdy może podszkolić swe umiejętności. Podobnie jak w ubiegłych latach, także i teraz nie zabraknie gwiazd zza granicy. W niedzielę 23 listopada w klubie Hybrydy wystąpi pierwszy raz w Polsce Barry Finnerty, muzyk sesyjny akompaniujący w swoim czasie samemu Milesowi Davisowi, ale też i artysta, który z powodzeniem prowadzi solową karierę. O godzinie 15.30 pokieruje warsztatami, o 19.30 zaś stanie na scenie razem z trio pianisty Mitchela Formana. (...) Przede wszystkim słowo Życie Warszawy, 20 listopada 2008, Katarzyna Czarnecka OPPA – 30. Międzynarodowy Festiwal Bardów (...). Był rok 1978. Rzeczywistość – co niektórzy pamiętają – była szara i smutna. A w studenckim klubie Hybrydy pierwszy raz spotkali się artyści, którzy przejmująco opisali widzom swój sposób widzenia świata. Minęło 30 lat. Zmieniły się ustrój i realia, ale piosenka autorska nie straciła nic ze swojej siły. Do uznanych już wykonawców dołączyli nowi. I prezentują swoje utwory na OPPA – Międzynarodowym Festiwalu Bardów.(...) Krzysztof Ścierański wystąpi w Hybrydach Życie Warszawy, 22 października 2008, pg Ścierański to czołowy polski gitarzysta basowy. Współtworzył niegdyś legendarne grupy Laboratorium, Air Condition i String Connection, ale znany jest też z wielu własnych projektów. W cyklu „Hybrid Jazz” zagra kmoncert z Yankel Band. Ta łódzka formacja znakomicie czuje się na pograniczu jazzu, bluesa oraz muzyki cygańskiej i hiszpańskiej. Między łzą a uśmiechem Życie Warszawy, 2 października 2008, Katarzyna Czarnecka Czasem jest melancholijna i sentymentalna. Czasem ostra i drapieżna. A niekiedy pokazuje publiczności swoje kabaretowe oblicze. Wszystkie wcielenia Katarzyny Groniec zobaczymy w Hybrydach. Niedzielny koncert promuje najnowszy jej album „Na żywo”. Ten dwupłytowy zapis lutowego koncertu, który odbył się w Filharmonii w Szczecinie, jest podróżą po rozmaitych, często intymnych muzycznych światach. Rozpoczynające go piosenki „Podobno gdzieś istnieje” i „Będę z Tobą” pokazują tę spokojniejszą i bardziej refleksyjną twarz Groniec. „Amsterdam”, „Jenny Piratka, czyli marzenia pomywaczki” czy „Przekleństwo Millhaven” udowadniają, że artystka ma do zaproponowania ogromne pokłady dramatyzmu i świetnego aktorstwa. A „Mamo”, „Przyjaciółki” czy „Przedostatni walc” są najlepszym dowodem na to, że Groniec równie świetnie czuje się w pastiszu i w kabarecie. Jeśli tym, którzy wysłuchali płyty żal było, że nie jest to DVD, mają teraz okazję, by zobaczyć Katarzynę Groniec na scenie. A ci, którzy jeszcze płyty nie kupili, zrobią to zapewne po tym koncercie. Kazik z Buldogiem w Hybrydach Życie Warszawy, 9 września 2008, mz Buldog jest projektem za którym stoi Piotr Wieteska, współzałożyciel Kultu, a od dwunastu lat menedżer - zarówno tego zespołu jak i Kazika Staszewskiego. Wieteska w dawnych czasach był szefem muzycznym Kultu i to za jego czasów powstały takie piosenki jak 'Do Ani', 'Piloci' czy Piosenka Młodych Wioślarzy', która w nowej wersji kończy 'Płytę'. Nie powinna dziwić ani obecność Kazika, ani porównywanie do Kultu. Na klimat muzyki wielki wpływ mają świetnie brzmiące klawisze. Które dla uważnego słuchacza Kultu też powinny być znajome. 'Płyta' dołącza do listy Kazikowych klasycznych tekstów. Kilka perełek, jak 'Elitę', świetny cover The Stranglers 'Będziesz z nami', a przede wszystkim podsumowujący obecna sytuację polityczną 'V Rozbiór Polski'. Ewa Bem w poetyckich klimatach Życie Warszawy, 27 maja 2008, Adam Ciesielski W cenionym przez publiczność cyklu „Hybryda Poetica” wystąpi dziś Ewa Bem, która słynny klub studencki Hybrydy zna jeszcze z jego dawnej, kultowej siedziby przy ul. Mokotowskiej 49. Trudno o lepszą bohaterkę wieczoru z muzyką i poezją w rolach głównych. – Zaśpiewam prawie wszystkie piosenki z mojej najnowszej płyty „Kakadu”, będą klimaty lat 70., brzmienie rodzinnych zespołów Bemibek i Bemibem, w których debiutowałam – zwierzyła się nam artystka. – Nie zabraknie też moich najbardziej znanych przebojów. A wszystko to z towarzyszeniem sporego składu muzyków Łukasza Sztaby z klawiszami, gitarami i chórkami – dodaje Ewa Bem. Gang Olsena i Pralnia Hybrydy Życie Warszawy, 27 maja 2008 Kolejna edycja cyklu „Warsaw Blues Night” obiecuje duże emocje, bo w roli głównej wystąpi Gang Olsena. Istniejąca od 20 lat śląska formacja z rzadko spotykaną energią gra radosnego i żywiołowego rhythm’n’bluesa. Wobec tych chłopców przydomek polscy Blues Brothers jest w pełni uzasadniony. Jako support zagra warszawska grupa Pralnia, nawiązująca do klimatów chicagowskich. Bossa nova z Ewą Bem Życie Warszawy, 22 maja 2008, Pau Klub studencki Hybrydy to być może najodpowiedniejsze miejsce na koncert Ewy Bem. Jest jedną z nielicznych polskich artystek, których dawne utwory wciąż żyją na klubowych parkietach, chętnie remiksowane przez didżejów. O czwartej nad ranem w Balsamie można usłyszeć taneczne wydanie „Podaruj mi trochę słońca” Bemibeku. Okazuje się, że ta piosenka przyciąga na parkiet równie skutecznie jak Michael Jackson. W środę w Hybrydach Bem będzie jednak prezentowała przede wszystkim utwory z ostatniej płyty „Kakadu”. To pierwszy występ artystki w Warszawie po dłuższej przerwie.(...) Utwory sprzed lat zyskały młodych słuchaczy, gdy w serii „Złota kolekcja” ukazały się solowe nagrania Bem oraz najbardziej lubiane piosenki Bemibem i Bemibek. Oryginały tych albumów wydane na płytach winylowych osiągają na aukcjach internetowych zawrotne ceny, szczególnie poszukiwany jest jedyny krążek wydany pod szyldem Bemibem „Bemowe frazy”. Teraz nie trzeba już polować na niego w sklepach z używanymi winylami – ukazała się jego reedycja. A Bem na pewno nie odmówi sobie zaśpiewania w Hybrydach kilku starszych piosenek. Cykliczny Elastikon Życie Warszawy, 21 maja 2008 Cykliczna impreza w legendarnym klubie studenckim z półwieczną tradycją. Gospodarzem wieczoru, a raczej nocy, jest DJ Yoora. Znany z elastyczności, z łatwością rozkręca każdą, nawet bardzo wymagającą, publiczność. Dziś usłyszymy stylowe disco i funk lat 70. i 80., co pozwoli pooddychać klimatem nowojorskiego Klubu 54. Będą wersje oryginalne, jak też współczesne, wzbogacone bitami aranżacje. Nie zabraknie r’n’b, bez którego nie sposób wyobrazić sobie prawdziwej imprezy w Hybrydach. Spowiedź didżeja, czyli 22 lata Entuzjasty Gazeta Wyborcza - Stołeczna, 16 maja 2008, Alex Kłoś Przychodził facet i mówił: Dziesięć razy "Beatę z Albatrosa". A kilka lat później słyszał: Oni chcą tylko Depeche Mode. Graj, bo lokal rozwalą! W latach 80. w klubach króluje disco. Świat szaleje na punkcie new romantic: Depeche Mode, Ultravox, Spandau Ballet, Duran Duran, OMD. Spustoszenie w dziewczęcych sercach sieje popowo-rockabilly'owy Shakin Stevens. Pojawia się muzyka taneczna oparta ma czarnych funkowych i reggae'owych klimatach. Popularnością cieszy się też italo disco. Najmodniejsze miejsca w Warszawie to kluby studenckie: (...) Hybrydy (...). Tworzy się kultura popersów - fanów dyskotek ubranych w pumpy z grzywką a la młody Grzegorz Ciechowski. Na początku Piotrek był "gibonem", jak mówiło się wtedy na bywalców dyskotek. W kolejce do Hybryd stało się po trzy godziny. Sięgała aż po pasażu Wiecha. Stali licealiści, studenci, dziane dzieci badylarzy, playboye polujący na szybkie panienki. (...) Najwyższą pozycję w dyskotekowym świcie zajmował discjockeye. Wypadało takiego znać i przybić z nim piątkę. Śledził wszystkie listy przebojów. We wtorki chodził na giełdy płytowe do Hybryd. Spotykali się tam melomani, wyznawcy wszystkich gatunków muzyki młodzieżowej. Wpadali jockeye z całej Polski. Można było kupić najnowsze płyty thrashmetalowe, ale też single ze świeżymi przebojami światowych dyskotek. Ewentualnie przegrać je na kasetę, ale kasetą honorowy jockey podpierał się w ostateczności. Inwestowanie w płyty było koniecznością. Piotrek wysupływał zaskórniaki. Do momentu aż w 1987 r. kolega z Rusałki zaproponował mu, by zagrał tam na imprezie. Rusałka była wtedy przystankiem na trasie wycieczek z NRD, ZSRR i Czechosłowacji. Wpadały tu na podwieczorek i popołudniową potańcówkę. Piotrek zaczął dostawać napiwki za piosenki na życzenie. Jeden wystarczył, by kupić singla w Hybrydach.(...) Z klasą i na swój sposób Życie Warszawy, 23 kwietnia 2008, Marcin Flint Stołeczne Komety dowodzą, że na koncertach repertuar jest ważniejszy od przedstawienia. I ta filozofia sprawdziła się przedwczoraj w Hybrydach Umiejętnie wystylizowana na rockabilly, liryczna i emocjonalna w warstwie tekstowej muzyka grupy sprzyja raczej podziwianiu jej w skupieniu niż szaleństwom. Przynajmniej do takiego wniosku można było dojść, obserwując początek półtoragodzinnego koncertu tria w Hybrydach. Nieco starsza młodzież, wciąż alternatywna, choć już z brzuszkiem, słuchała skoncentrowana. Lesław, frontman zespołu, stronił od wylewności. Pochylony nad gitarą szybko przechodził do kolejnych piosenek. W końcu jednak punkowy pazur dał znać o sobie. Przy „Królu Fliperów“, „Krzywych Nogach“ i „Pozerze“ klub zawrzał. Artystom udało się sprostać niemałym oczekiwaniom.
Koniec sezonu Show business, 02.2008 (…) w czwartek 5 czerwca w piękny pogodny wieczór stanąłem po wielu latach przed Hybrydami punktualnie o 18.30. Schodząc po schodach powoli oswajałem się z nowym aranżem wnętrza i cóż… mnie się podoba. Oto i Gospodyni wita, a dla każdego ma jakieś miłe słówko i nie dziwota, bo przecież to spotkanie przyjaciół. Sala pełna, wszystkie miejsca siedzące zajęte, wiele osób stoi(…) Same znane twarze: z teatru, filmu, telewizji, plastycy, muzycy, dziennikarze i dostojni Goście…Zeszła się nie tylko brać artystyczna, ale też sympatycy Gospodyni i Jej poczynań. Wszyscy uśmiechnięci, mili, pełni sympatii. Tak oto kolejny sezon zamyka Krystyna Gucewicz – poetka, recenzentka teatralna, reżyser, życzliwy przyjaciel twórców i artystów. Na scenie krótkie powitanie szefa Hybryd oraz pani z Wydawnictwa Muza SA i oto Krystyna, jak zawsze dowcipnie i z wdziękiem w kilku słowach, dziękuje za przybycie, zbiera wraz z kwiatami należne jej owacje i hołdy(…) I zapowiada… Michała Bajora. Ten krótki recital oglądałem i słuchałem z ogromną przyjemnością(…) A Michał Bajor z niebywałym profesjonalizmem i ogromnym wdziękiem śpiewał, zapowiadał kolejne piosenki, rozmawiał z widownią (sami swoi), dowcipkował a śpiew uzupełniał perfekcyjnie przygotowaną choreografią (…) Były owacje... bisy. A potem zapowiedziane w zaproszeniu toasty, łakocie, uściski, rozmowy i kolejka po autografy na przepięknie wydanym nowym tomiku wierszu – nieprzytomnie miłosnych – pt. „Serca na smyczy” autorstwa Krystyny Gucewicz. Jan J. Greber Strachy Na Lachy w Hybrydach Życie Warszawy, 2 luty 2008 Umarła Pidżama, niech żyją Strachy! Tak zakrzyknie zapewne każdy fan Pidżamy Porno, która w zeszłym roku zawiesiła na dobre swoją działalność. Krzysztof Szczęśliwie Strachy Na Lachy, także z „Grabażem” na wokalu, wciąż działają i mają się nieźle, o czym będziemy mogli się przekonać już w niedzielę na imprezie z cyklu Hybryda Poetica. Strachy Na Lachy grają w składzie: Grabaż - głos + gitara, Kozak - gitara + głos, Longin Lo - bas + głos, Maniek - nie gra tylko na basie, Kuzyn - bębny, Pan Areczek - akordeon. Koncert Katarzyny Nosowskiej z cyklu "Hybryda Poetica" Gazeta Wyborcza, 8 listopada 2007 W niedzielę, 11 listopada, na koncercie z cyklu "Hybryda Poetica" wystąpi Katarzyna Nosowska. Kasia Nosowska znana jest głównie jako wokalistka zespołu Hey, ale od kilku lat wydaje także własne płyty. Jako solistka debiutowała w 1996 roku albumem "Puk Puk", który zawierał komputerowe brzmienia odległe od rockowej estetyki Hey'a. Należy do czołówki polskich wokalistek. Jest również jedną z najbardziej utalentowanych autorek tekstów, za co została uhonorowana prestiżową nagrodą polskiego rynku fonograficznego, Fryderykiem, w roku 1997... a wszystko zaczęło się 30 sierpnia 1971 roku, w dniu urodzin Kasi. (...) O człowieku neurotycznym Gazeta Wyborcza, Co jest grane, 24-30 marca 2006, Łukasz Kamiński Nowy projekt muzyków wcześniej grających w grupie Kobojg, czyli Neuma, wystąpi w niedzielę w hybrydach. Usłyszymy też Warsaw Beat Roberta Brylewskiego i Programm. Wszystkie te zespoły zrzeszone są w wytwórni Tone Industria założonej i prowadzonej przez gitarzystę Neumy Macieja Miechowiacza.  Zaprasza Maciej Miechowicz Neuma Powód, dla którego warto wybrać się na koncert do Hybryd, jest jeden. Muzyka. Wydawnictwo Tone Industria rozpoczęło 2006 rok, wydając wspaniałą płytę zespołu. Programm, płytę trudną, wymagającą, ale sprecyzowaną i dojrzałą. Pełną emocji i muzycznej prawdy. Zespół do nikogo nie puszcza oka, nie udaje, opowiada o dzisiejszym świecie i neurotycznym człowieku w sposób wręcz mistyczny. Na dodatek w jednym muzycznym kotle miesza różne stylistyki, to wieloznaczeniowa postmodernistyczna układanka. Na koncercie zagrają również goście, którzy brali udział w nagraniach, tak więc będziemy mieli okazję posłuchać m.in. Mazzola czy Strycharskiego. Neuma przeszła kolejne przeobrażenie. Bez wokalu, z saksofonistą Alkiem Koreckim, na koncercie zagramy materiały z drugiej płyty, której premiera planowana jest na kwiecień. To, co było króciutkim muzycznym eksperymentem na pierwszej płycie – instrumentalny utwór „Palimpsest” – przeobraziło się w dziewięć utworów łączących jazz z ciężkim graniem. Koncert doprawi solowym występem Robert Brylewski, będzie też okazja do zapoznania się z jego pasją do krótkich form filmowych. Jeszcze raz zapraszam wszystkich fanów muzyki popowej do Hybryd!
Klub Hybrydy dla młodych  Przed czwartą stąd nie wychodź Super Expres, 6 stycznia 2006, Karolina Sikora Środa, godzina 21. w Hybrydach gra DJ Mamadou Diouf, Senegalczyk, który zapuszcza czarną muzę. Klubowicze bujają się w rytm afro-cuban, czarnego beatu z różnych regionów Afryki i soulu w połączeniu z miękkim rapem i hip hopem. Nie zabraknie też muzyki acid-jazzowej oraz reggae. Większą popularnością cieszy się jednak wtorkowa Hybrydyzacja czy czwartkowa fanaberia. Wtedy to wijemy się doo acid-jazzu, soulu, R’n’b i hip hopu (wtorek) oraz muzyki house’owej, happy latino i drum’n’bass (czwartek). Z kolei piatkowa impreza Opcja Złota 7 to zabawa przy latino Mouse i salsie. Hybryday w sobotę to więcej housa’u i nowych brzmień. Nie zabraknie acid jazzu, soulu i funky. Rozkręca się po północy Party w Hybrydach zaczyna się o 21, a kończy o 3-4. Klubowicze zaczynają się schodzić zazwyczaj ok. 23, więc impreza rozkręca się na dobre po północy. Klub ma dwie klimatyzowane sale. Górna działa już od 15.00. Dolna sala to dyskoteka. Klub pomieści ok. 500 roztańczonych osób, a duży bar zapewni wsparcie alkoholowe. I tak za piwo Żywiec lub Heineken zapłacimy 8 zł, za wódeczkę 7 zł, a za Martini 10 zł. Drinki: 13-18 zł. Dla wrogów procentów bar przygotuje herbatę za 4 zł i kawę za 6 zł. Fajną sprawą są dostępne zagryzki: paluszki za 4 zł, orzeszki za 8 zł lub prince polo za 4 zł. Dwie opcje wejścia Jak do klubu wejść ? Mamy dwie możliwości. Pierwsza: zapłacimy za wejście 6 zł od studenta i 12 zł nie-studenta (wtorki, środy, czwartki) lub odpowiednio 12 zł i 22 zł (piątki i soboty). Studenci pierwszego roku do 22 wchodzą za darmo. I druga opcja: mamy wejściówki na wjazd za free, które można zdobyć podczas imprez.
Steczkowska wciąż do przodu  Dzień Dobry, 10.12.2005 Edyta Nowak Niebanalne wykonanie kultowego utworu Maanamu „Buenos Aires” pozwoliło jej nie tylko wygrać program Szansa na sukces, ale i otworzyć drzwi do wielkiej kariery. W 1995r. zdobyła pierwszą nagrodę na festiwalu w Karlshamn, a niedługo po tym – nagrodę na festiwalu w Sopocie. Szybko okazało się, że był to dopiero zwiastun, a nie apogeum jej kariery. Justyna Steczkowska wystąpi już w poniedziałek w klubie Hybrydy. Będzie to kolejny koncert z cyklu Hybrydy Poetica. Cyklu, który prezentuje muzykę na dobrym poziomie. Możemy liczyć na udany koncert, bo jak twierdzą krytycy, Steczkowska „potrafi zaczarować niespotykaną skalą głosu, a porwać ekspresją i wybitnymi umiejętnościami scenicznymi”. Dodając do tego odpowiednią dawkę kobiecości i naturalności. W Hybrydach zaprezentuje przede wszystkim materiał ze swojej ostatniej płyty „Femme Fatale”.
Zaatakują nowe Strachy Pilot, 25 luty 2005, AW  Debiutanckie kawałki: „Cygański zajeb”, „Krew z szafy”, „Ballada o Tolku Bananie” oraz zupełnie nowe utwory Międzymiastuffki Muzykującej Grabaż & Strachy na Lachy usłyszymy w niedzielę, 27.02, w Hybrydach. Jakie wiersze i jaka muza znajdą się na kolejnej płycie (pod roboczym tytułem „Piła tango” – premiera planowana jest na listopad tego roku), przekonacie się być może już pojutrze. Obok lidera na scenie pojawią się Kozak i Kuzyn z Pidżamy Porno oraz Longin Lo, Maniek i Anem, znani z niezależnych reggar’ujących i folkowych projektów. Koncert w Hybrydach (ul. Złota 7/9) wystartuje o godz.18.
Tranzystory Tymański  WIR Rzeczpospolita, 18-24 luty 2005, MTS Tymon Tymański z grupą Transistors wrócił do pełnego ironii nurtu znanego ze słynnej płyty „Polovirus” swojej dawnej grupy Kury. Teraz promuje filmowe piosenki, które składają się na album „Wesele”. „Polovirus” kpił z polskich kibiców, z muzyki metalowej czy pompatycznej, muzycznej estetyce. Mamy więc „Wieś jak malowaną” czy kultowego „Białego misia” podanego z niemal triphopwym bitem i klimatem. Potem są pastisze klimatów rodem z Czerwonych Gitar w „Widziałem Cię z innym chłopcem”. Ale na tym nie koniec: jest jeszcze szanta zagrana tak jak trzeba, z solem skrzypiec i refrenem zaśpiewanym na głosy („Sztuczne szanty”), taneczny elektroniczny łomot („Cellulitis”, „Ewakuacja Kornel Mix”) czy bujające, utrzymane w rytmie tanecznym reggae („Ewakuacja Watykanu”). Do tego mocne, ostre lub sarkastycznie teksty. Wszystko jest szyte dość grubą nicią i często ociera się o zamierzony kicz. Jak wypadnie ta muzyka w czasie niedzielnego koncertu w Hybrydach? Piosenki powstały jako ilustracja do filmu Wojciecha Smarzowskiego i tam sprawdziły się świetnie. Wykonywane na żywo z pewnością nie stracą nic na swojej mocy. Na scenie, obok lidera, zobaczymy muzyków z grupy Transistors, Bracia Marcin i Filip Głazkowie i Tomasz Szymborskiej pierwszy raz spotkali się z Tymonem Tymańskim w 2002 roku podczas muzycznych warsztatów w ramach „Przystanku Olecko”. Hybrydy, ul. Złota 7/9, 20.02, godz. 18
HYBRYDA ZACHODU Wprost, grudzień 2002 r., Jacek Melchior  Tyrmand, Białoszewski, Kofta, Młynarski, Stachura, Pietrzak, Dudziak, - to ludzie Hybryd. Hybryda to osobnik powstały ze skrzyżowania dwóch odmian, ras czy gatunków. Obchodzące w ubiegłym tygodniu czterdziestopięciolecie warszawskie Hybrydy powstały ze skrzyżowania dziesiątków talentów, które przeszły do legendy polskiego życia kulturalnego ostatniego półwiecza. Hybrydy to m.in. Miron Białoszewski, Leopold Tyrmand, Jonasz Kofta, Wojciech Młynarski, Edward Stachura, Jan Pietrzak, Urszula Dudziak, Ewa Bem, Michał Urbaniak, Zbigniew Namysłowski, a także Władysław Broniewski. Legenda klubu ukształtowała się głównie w latach 60., kiedy był oknem na świat. W epoce Gomułki niewiele osób wyjeżdżało na Zachód, Hybrydy były więc jego namiastką. Kiedy w czasach Gierka Polska stała się krajem bardziej otwartym, ich magia osłabła. Ojciec chrzestny Tyrmand Hybrydy powstały na fali odwilży po 1956 r. - jako „centralny klub studentów Warszawy" (organizacyjnie podlegający Zrzeszeniu Studentów Polskich). Klub przyciągał studentów i twórców głodnych wszystkiego, co na Zachodzie rozwijało się od lat, a w Polsce było zakazane. Poeta Miron Białoszewski tylko w Hybrydach mógł pokazywać swój awangardowy Teatr z Tarczyńskiej. Na początku najważniejszy był jednak jazz, grany w ramach Hot Clubu Hybrydy przez Krzysztofa Komedę, Urszulę Dudziak i Michała Urbaniaka, którzy zrobili później karierę w USA. Zbigniew Namysłowski i Jerzy Duduś Matuszkiewicz zadowolili się statusem gwiazd na sklaę krajową. Ich koncerty przekształciły się w festiwale jazz Jamboree, otwierane przez Leopolda Tyrmanda. – W Hybrydach Tyrmand zasiadał za stołem niczym ojciec chrzestny. Witał zagranicznych muzyków i gości, sprawował honory domu. (...) Zawsze pod włos Po raz pierwszy klub zamknięto w 1972 r. - z powodu odchodzenia od ideałów socjalizmu. Było to o tyle dziwne, że w tym czasie Gierek zliberalizował politykę paszportową. Gdy klub odwieszono, ruszyła w nim jedna z pierwszych w kraju dyskotek. Później, już w latach 80., grano tu reggae i punk (słynny był koncert Dezertera), a wśród didżejów pojawił się Marek Sierocki, znany obecnie z Teleexpressu. Na wiele Lat przed falą mody na folk hybrydy zaprosiły kapelę górlalska i Józka Brodę. W czasach gdy w kinach królowały filmy socjalistyczne, hybrydowcy - Roman gutek i Sławomir Rogowski – stworzyli przegląd światowych nowości, przekształcony potem w Warszawskie festiwal Filmowy. Gdy w Hybrydach odbywało się seminarium poświęcone Giinterowi Grassowi, jego „Blaszany bębenek" można było przeczytać jedynie w drugim obiegu. Pod koniec lat 80. gościem na przeglądzie swoich filmów był sam Robert De Niro. Hybrydy zmieniały siedzibę, były zamykane i otwierane, przeżywały lepsze i gorsze czasy, lecz sens ich istnienia pozostał taki sam. Chodzi o to, by się bawić twórczo i nie bać nowych pomysłów. Dlatego do klubu wciąż ustawia się długa kolejka. - Kiedyś, żeby wejść do środka, musiałam się przeciskać przez okienko w ubikacji - wspomina Ewa Bem, też startująca do kariery w Hybrydach. W ciągu roku odbywa się tu kilkaset imprez - od wieczorów literackich i projektów światło – dźwięk, po dyskusje polityczne i filozoficzne. - Młodym artystom zależy na występach w Hybrydach, bo pojawienie się tu jest wciąż świetną rekomendacją - mówi Sławomir Sokołowski, obecny dyrektor klubu.
Cyganeria PRL-u „Hybrydy – czteropłytowy album Polskiego Radia” Rzeczpospolita, listopada 2002 r., Krzysztof Feusette  Lista osób wybitnych, związanych przed laty ze studenckim klubem „Hybrydy", może przyprawić o zawrót głowy. W pałacyku należącym kiedyś do Józefa Ignacego Kraszewskiego, gdzie 45 lat temu ogłoszono powstanie klubu, występował z teatrem Miron Białoszewski, o spektaklach pisał Stanisław Grochowiak, o koncertach - Leopold Tyrmand, grali jazzmani: Jerzy Duduś Matuszkiewicz, Krzysztof Komeda i Zbigniew Namysłowski, wiersze czytał Edward Stachura, pierwsze piosenki układali studenci: Jonasz Kofta z ASP i Wojciech Młynarski z polonistyki UW, a w DKF-ie spotykali się Krzysztof Zanussi, Roman Polański i Zbigniew Cybulski. Nie ma dziś takich klubów i już nie będzie, bo minęły czasy artystów, którzy mieli coś do powiedzenia za darmo. Tym bardziej warto wsłuchać się w dźwięki płynące z „Hybryd". Gorący, prawdziwie klubowy klimat przyda się zimą bardziej niż ciepłe kapcie. (...) Album, podobnie jak wcześniej pięciopłytowe zbiory piosenek Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego, Jonasza Kofty czy Starszych Panów, wydało Polskie Radio. Składają się na niego cztery krążki: „Jazz w Hybrydach. Wspomnienie 1957 – 1964”, „Kabaret Hybrydy 1957 –1968”, „OPPA w Hybrydach 1957 – 1968” oraz „Bywalcy i Przyjaciele 1957 – 2002”. (...)” JUBILEUSZ 45-LECIA HYBRYD. Spotkanie po latach Życie Warszawy, marzec 2002 r., JAN ZABIEGLIK  Zaczęło się od jazzu ... Wszyscy ciekawi goście, którzy zawitali do Warszawy obowiązkowo bywali w Hybrydach, nie tylko jazzmani. Pamiętam, że z okazji meczu lekkoatletycznego Polska - Ameryka pojawili się w Hybrydach sportowcy amerykańscy. Wilma Rudolph siedziała przy barze do godziny czwartej rano, po czym następnego dnia pobiła rekord świata. Przyznaje się jak najbardziej do tradycji Hybryd. Do dziś mam legitymację hybrydowską. Legitymacją starych Hybryd z nu-erem 4 może pochwalić się Marek Karewicz - fotografik i dyskdżokej Opowiada: - Mój zespół Six Boys Stompers brał udział w pierwszym koncercie jazzowym w Hybrydach. Wystąpiły w nim sławy polskiego jazzu, m.in. Dudek Matuszkiowicz i Zbyszek Namysłowski, który wtedy grał na wiolonczeli z zespołom Sadowskiego. Przywiązałem się do Hybryd, przychodziłem tam prawie codziennie. To było niepowtarzalne, najwspanialsze miejsce. Już nigdy przedtem ani potem nie było takiego klubu w Warszawie. Hybrydy zbudowały wielu z tego, co potem pozostało na trwałe w polskiej kulturze. To była nieprawdopodobna grupa ludzi, łaknących świata i wolności. Stefan Friedman trafił do Hybryd jeszcze jako uczeń liceum. - Lokal był fantastyczny - wspomina znany satyryk i aktor. - Miał aż sześć barów. Każdym rządziła inna osobowość. Do Hybryd trudniej było się dostać niż do SPATiF-u. Polański z Cybulskim musieli używać różnych forteli i sztuczek, żeby wejść. ...” Gazeta Wyborcza Stołeczna, luty 2002 r., ŁUK Na kilka godzin Hybrydy zamieniły się wczoraj w mały francuski klub. To wszystko dzięki młodej piosenkarce Francois Breut, która wystąpiła na swoim pierwszym koncercie w Polsce? Breut jest często porównywana do takich artystów jak Tom Waits czy Serge Gainsbourg. Nie tylko ze względu na charakterystyczny sposób śpiewania, ale też dzięki umiejętności wytwarzania niezwykłego nastroju i klimatu podczas swoich koncertów. - Lubię koncertować w małych, kameralnych salach klubowych - powiedziała nam artystka. - Łatwiej jest mi wtedy złapać kontakt z publicznością, nawet jeśli dzieli nas bariera językowa. Choć w Polsce Breut jest mało znana, to w rodzimej Francji zalicza się ją do najpopularniejszych piosenkarek. Jej łagodnym, a zarazem niepokojącym głosem zachwycają się zarówno krytycy wielkich dzienników, jak i prasa niezależna. Francois Breut po miedzy innymi Yannie Tiersen jest kolejną gwiazdą współczesnej muzyki francuskiej, która wystąpiła w ramach cyklu Republique de la Musique.” „ZŁOTA SPŁUCZKA - za podtrzymywanie więzi międzyludzkich i idę o wszystko, że najlepsze pracownice biura obsługi klientów to te, które często toaletę w Hybrydach odwiedzały.” Gazeta Wyborcza Stołeczna, grudzień 2001 r., ANETA BOROWIEC Toaleta w Hybrydach ciężki orzech do zgryzienia. Pomieszczenia niby nowoczesne i z pomysłem. a blacha i szkło czynią zadość studenckim gustom. Być może należałoby w szczegółach opisać ten kibelek - żywe kolory, lustro na całą ścianę czy pomysłowe kółko i trójkąt itp. Może i warto to zrobić, ale tę toaletę z tysiąca innych wyróżnia coś innego. Co? Klimat, nastrój, no i te ploteczki... Rozkosz! Panie, które przed dużym lustrem czynią ekwilibrystyczne sztuczki, wzbudzają mój szczery zachwyt. A zupełnym majstersztykiem jest to, że one przy tym nawet ust nie zamykają. To tutaj dowiedziałam się, że cień na powiece trzyma się dłużej, jeżeli potraktuje się ją wcześniej pudrem, to tutaj usłyszałam, że „nieważne, jak wygląda, ale dobry z niego facet" i wreszcie to tutaj powtórzono mi życiową mądrość - „nie mieszaj, dziewczyno, alkoholu"! Jednak aby zdobyć tę wiedzę, należy zacząć od początku, a początki są nad wyraz ciężkie. Z cudem graniczy i pot na niewieścich skroniach wywołuje dopchanie się do hybrydowej toalety. A potem należy wystać swoje w niekończącej się kolejce.
Gdzie teraz pojamować ? Gazeta Wyborcza, 25 kwiecień 2000, Piotr Iwicki, Mirosław Piwowarek
Hybrydy (Złota 7/9) Dziś bardziej jazzowa historia niż nowa tradycja. Koncerty średnio dwa razy w miesiącu. Może nawiążą do starej tradycji, kiedy były najważniejszym klubem w mieście. Uwaga! Gdy już się tu gra, to na bardzo dobrym poziomie. Być albo nie być...w Warszawie Eurostudent, Patrycja i Katarzyna Ponieważ nie miałyśmy żadnego planu co do kolejności odwiedzanych lokali, postanowiłyśmy zobaczyć jak wyglądają Hybrydy na ulicy Złotej 7/9, a tym samym Vogue. Wystrój lokalu jest nowoczesny i trochę surowy, chociaż dzięki wygodnym kanapkom i palącym się lampom jest przytulnie. Płynąca z głośników muzyka jest tak przyjemna, że wtapia się w całość wnętrza i po jakimś czasie nie słyszy się jej. Obsługa jest bardzo miła chociaż trochę ponura i mrukliwa ( postanowiłyśmy jednak zostawić napiwek ). Nie byłyśmy głodne, ale miałyśmy ochotę przysmaczyć sobie, wiec skusiłyśmy się na sałatkę. Ceny ich wahają się od 10 do 15 zł, ale są tego wartę na swój smak. Szczególnie przypadła nam do gustu sałatka Kapitana Nemo. Jeżeli chodzi o ceny dań głównych to nie są wygórowane, a oryginalność ich nazw zadowoli najwybredniejszego. Zapraszamy również na spotkania przy piwku, którego cena zaczyna się od 5 zł. Nie da się chyba niczego złego powiedzieć o tym lokalu. Wprost, 12 marca 2000, Sylwia Żołnacz W warszawskim klubie studenckim Hybrydy po 33 latach przerwy znów zainaugurowano działalność kabaretu Hybrydy. 5 marca o godz. 20.00 Jan Pietrzak (gospodarz imprezy) przywitał wszystkie pokolenia „hybrydziarzy”. Od tej pory co dwa tygodnie przy ul. Złotej (w pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca) – będzie on – jak za dawnych lat – wspólnie z przyjaciółmi bawić swych gości. Obecnie kabaret Hybrydy ma być satyrycznym koktajlem polityczno-gospodarczo-obyczajowym. W klubie mają się spotykać zarówno znani satyrycy, jak i młodzi, których Hybrydy chcą wypromować. „Pragniemy bawić, śmiejąc się z artystów, naukowców, biznesmenów, polityków – słowem z nas samych” – zapowiadają. Podczas uroczystości otwarcia klubu zaprezentowano obok nowego repertuaru stare szlagiery z lat 60. i 70. Zaśpiewano między innymi „Dziewczynę z PRL-u” czy „Pamietajcie o ogrodach”. Obok współczesnej satyry politycznej przypomniano teksty, które bawiły w czasach komunizmu. Ta trzygodzinna śmiechoterapia Jana Pietrzaka miała jak niegdyś leczyć ponuraków, smutasów i zatroskańców. Gośćmi jego wieczoru byli miedzy innymi Marcin Wolski, Stanisław Klawe, Maciej Pietrzyk oraz grupa debiutantów z Uniwersytetu Warszawskiego, czyli kabaret Daktyl. Studencki kabaret Hybrydy założony został w 1961r. przez Jana Pietrzaka. Pomagali mu Jonasz Kofta i Adam Kreczmar. Tu debiutowali Wojciech Młynarski, Maciej Damięcki, Stefan Friedman. Ze względu na naciski cenzorskie wiele tekstów pisano do szuflady. Po sześciu latach działalności, czyli w 1967r., z powodów politycznych kabaret rozwiązano. Później zespół przekształcono w Pod Egidą. Powrót sceny kabaretowej Gazeta Wyborcza, sobota-niedziela 4-5 marca 2000, MSP Po latach w klubie studenckim Hybrydy znów pojawi się scena kabaretowa – w niedzielę o godz. 20.00 Jan Pietrzak zainauguruje działalność kabaretu hybrydy. Oprócz niego wystąpią: Marcin Wolski, Stanisław Klawe z przyjaciółmi oraz grupa debiutantów z Uniwersytetu Warszawskiego. Kabaret studencki Hybrydy współtworzyli w latach 60. Jan Pietrzak, Jonasz Kofta, Adam Kreczmar (wtedy klub mieścił się jeszcze przy ulicy Mokotowskiej). Ich zespół przekształcił się później w kabaret Pod Egidą. Klub Hybrydy ma ambicje, by ponownie stać się miejscem spotkań satyryków, promocji nowych talentów i salonem promującym Uniwersytet Warszawski. Organizatorzy chcą, aby wieczory kabaretowe miały się odbtwać zawsze w pierwszą i trzecią niedzielę miesiąca. Ich gospodarzem będzie Jan Pietrzak. Hybryd – miejsce dla myślących IKS, grudzień 1999, Agnieszka Gniotek W ubiegłym miesiącu reaktywował swoją działalność legendarny Klub Hybrydy. Właścicielem miejsca jest Akademickie Centrum Kultury Studentów Uniwersytetu Warszawskiego. Właściwie Hybrydy znajdują się w podziemiu, a nad nimi funkcjonuje bardzo sympatyczna knajpka Vogue, do której można wpaść z przyjaciółmi na piwo (7-8 zł) czy (i) drinka, jak również zjeść interesujący pod względem cenowym i smakowym obiad. Sam Klub jest miejscem profesjonalnie przygotowanym do dobrej zabawy. Klimatyzacja, duże przestrzenie, wygodny i obszerny bar, dobre nagłośnienie, ładne i schludne toalety. Wystrój wnętrza, bardziej klubowy, niż dyskotekowy umożliwia organizowanie imprez wszelkiego rodzaju, nie narzuca „technicznych” klimatów. W Hybrydach nie będą organizowane jedynie zabawy taneczne. Twórcy klubu chcą nawiązać do tradycji tego miejsca z lat 70. i 80. Przygotowany program jest adresowany do studentów, zwłaszcza wyższych roczników oraz do absolwentów, którzy ciągle czują się młodo i chcą się dobrze bawić w kulturalnym towarzystwie.
HYBRYDY. Promocja antologii poezji z lat 60. Gazeta Stołeczna, Mirosław Piwowarek W Hybrydach poeci związani z tym klubem w latach 60., wspominali wczoraj swoich zmarłych kolegów. Papierosowy dym i gwar przypominał spotkania literackie sprzed kilkudziesięciu lat. Z Hybrydami działającymi w czasach rządów Władysława Gomułki przy ul. Mokotowskiej 48 związane są nazwiska znakomitych, nieżyjących już literatów: Edwarda Stachury, Krzysztofa Mętraka, Barbary Sadowskiej, Feliksa Ratajczaka. Ci poeci nadal są obecni w pamięci – świadczy o tym wczorajsze spotkanie, na którym w salce przy ul. Złotej zebrało się kilkadziesiąt osób. W spotkaniu uczestniczyli ludzie, dla których Hybrydy były możliwością stworzenia czegoś inego niż to, co proponowała ówczesna propaganda. Ich poezja, twórczość literacka i kabaretowa, rozwijała się mimo okoliczności i konieczności kompromisów. W Hybrydach pojawili się wczoraj m.in.: Andrzej Zaniewski, Krzysztof Gąsiorowski, Maria Szyszkowska, Andrzej Waśkiewicz. Przed laty to także oni tworzyli legendę Hybryd, z którą związanych było przeszło stu poetów.
Hulało się w Hybrydach, hulało GAZETA STOŁECZNA, 21 października 1999 r. Klub nocny Hybrydy rozpoczął wczoraj nowy rozdział w swojej 40- letniej historii. Obecny zarządzający chce, by bawili się tu następcy legendarnych już artystów z lat 50. i 60. To tu grano w latach 50-tych. "Wolny" i nieuznawany przez władze jazz. Bywali i występowali aktorzy, poeci, min. Edward Stachura, Krzysztof Komeda, Jonasz Kofta, Wojciech Młynarski. Trzy lata temu, przed upadkiem, Hybrydy znane były jako centralna dyskoteka stolicy. Nawet imprezy techno i koncerty punkrockowe nie uratowały klubu - padł z 800 tys. zł. długu. Pod rządami Fundacji Samorządu Studentów UW ma się zmienić w klub dla ludzi inteligentnych, gdzie będzie słychać jazz, acid jazz, soul, funky, poezję śpiewaną. ROBERT RYBARCZYK: Dobra była zabawa w Hybrydach? ZBIGNIEW NAMYSŁOWSKI (polski jazzman): Innej nie było. Hybrydy, te pierwsze na Mokotowskiej [w 1972 r. klub przeniesiono na Złotą 7/9 - red.], były jedynym takim klubem w Polsce. Ale tańczyło się wtedy też w Stodole. ZN: Tańczyło się, owszem. Ale ówczesna Stodoła w porównaniu z Hybrydami to była zwykła tancbuda. Podobno hulaliście tu nawet kilka nocy z rzędu? JAN PIETRZAK (satyryk): Życie artystyczne ma to do siebie, że jest barwne i o godz. 23 trudne do wyciszenia. To wywoływało liczne protesty mieszkańców. W tym okresie życie w Hybrydach porównałbym do cyganerii krakowskiej. ZN: Trzy razy w tygodniu odbywały się wieczorki taneczne. Ale ja pamiętam, że Hybrydy miały piłkarzyków. Dziś to może dziwić, ale wtedy to była nie lada atrakcja, nawet specjalnie w klubie nazywaliśmy tę grę "trambambula". Był też profesjonalny bilard, było wiele sekcji, jak filmowa, żeglarska. No i grały pierwsze zespoły jazzowe. Co takiego było w Hybrydach, czego nie miały inne kluby studenckie? JP: Był kolorową niszą w szarościach PRL-u. Miejscem żywym intelektualnie, tworzonym przez poetów, młodych filmowców. W Hybrydach było całkiem inaczej, niż jest teraz wśród młodych ludzi, którzy wszystko przeliczają na pieniądze. My tam wszystko tworzyliśmy bez pieniędzy. ZN: Przychodziłem tu codziennie. Dla mnie Hybrydy były jak dom. Kto tu bywał? JP: A kto by to zliczył. Pamiętam Zanussiego, Friedmana, Młynarskiego, który występował w moim kabarecie, czołówkę jazzową. ZN: Przychodzili młodzi ludzie, ale ci lepiej sytuowani, później ukuło się powiedzenie, że to "bananowa młodzież". A dlaczego omijaliście Hybrydy po przeprowadzce? JP: Byłem na Złotej kilka razy, ale oferowali piwo i disco, więc poziom intelektualny żaden. Dostałem propozycję, bym spotkał się w Hybrydach z młodzieżą. Zobaczymy. Rozmawiał ROBERT RYBARCZYK
Długo oczekiwane otwarcie ŻYCIE, 21 października 1999 r. Witam stałych hybrydziarzy oraz element napływowy - w ten sposób Jan Pietrzak (na zdjęciu w środku) powitał gości zgromadzonych w legendarnym studenckim klubie. Po trzech latach remontu Hybrydy znów zatętniły życiem. Wczoraj bawiła się tu śmietanka towarzyska stolicy: politycy, artyści i naukowcy. - Na dyskotekę nie puści mnie żona - żartował Jan Pietrzak. Klub ma być miejscem spotkań studentów i absolwentów warszawskich uczelni. Do lokalu nie wejdą tzw. dresiarze, których ma powstrzymać ochrona obiektu oraz alternatywna muzyka.
Powrót legendy ŻYCIE WARSZAWY, 21 października 1999 r. Po trzech latach remontu, całkowicie odmieniony wraca słynny klub studencki Hybrydy. Już od piątku będą się mogli w nim bawić nie tylko studenci. Na uroczyste otwarcie zaproszono przede wszystkim "weteranów" klubu, m.in. Jana Pietrzaka. - Pragnę, by tak jak przed laty, Hybrydy były miejscem twórczym, inspirującym i artystycznym - powiedział nam. - Dostałem propozycję, by występować tu z kabaretem, tym starym hybrydowym. Jednak proszę nie liczyć, bym przychodził na dyskoteki. Żona i pięcioro dzieci nie pozwoli - dodał z uśmiechem. Wczoraj byli tu również: Mirosław Handke, Jacek Friedman oraz Ewa Bem, która uświetniła otwarcie klubu krótkim recitalem. LUDMIŁA GRUDNIAK
Hybrydy od nowa Październik 1999 Po kilkuletniej przerwie wznowiły działalność Hybrydy - jeden z najsłynniejszych klubów studenckich w Polsce. Czasy, gdy klub mieścił się przy ul. Mokotowskiej, przeszły już do legendy kultury studenckiej. Dziś żyjemy w innej epoce. Teraz będzie to przede wszystkim miejsce do tańca, choć kierownictwo ma także ambitniejsze plany. W odnowionym lokalu obok kina Palladium spotkali się z tej okazji weterani Hybryd, bywalcy i ich przyjaciele. Towarzyszyły im posiwiałe skronie, łezka w oku i wspomnienia.
|